Spektakl podobny do Słońca – Trzej Muszkieterowie w Teatrze Muzycznym Capitol

Z ogromną przyjemnością przedstawiamy Państwu najkrótszą recenzję, jaką kiedykolwiek napisałyśmy. Dotyczy ona spektaklu „Trzej Muszkieterowie” w reżyserii Konrada Imieli:








Chapeau bas!











Ale jednak coś więcej napisać musimy, bo się udusimy!

Historia Atosa, Portosa, Aramisa i tego czwartego muszkietera o trudnym do napisania nazwisku, znana jest nam wszystkim z książek, filmów, kreskówek i sztuk teatralnych.

Ale żeby musical?

Z lekkim, przyznamy szczerze, niepokojem kupiłyśmy bilety.
Z lekkim niepokojem wyruszyłyśmy do Wrocławia.
Z lekkim niepokojem zrobiłyśmy zdjęcie jednemu z krasnali.
Z lekkim niepokojem stanęłyśmy przed gmachem Capitolu.

Biorąc głęboki oddech przekroczyłyśmy próg teatru.
I wtedy nagle…

…oniemiałyśmy.

Naszym oczom ukazał się ogromny hol z roślinami i tłumem uśmiechniętych ludzi.
W takich warunkach człowiek, chcąc nie chcąc, od razu się relaksuje i nabiera bardzo pozytywnego nastawienia do wszystkiego.

Na nieszczęście dla naszych portfeli, po lewej stronie od wejścia, dostrzegłyśmy sklepik.
Jego bogaty asortyment od razu przykuł naszą uwagę, dlatego z niewytłumaczalną wręcz lekkością popląsałyśmy w jego kierunku.

Magnesy, plakaty, programy, płyty, przypinki!

Wrażenie i radość z możliwości posiadania wszystkich tych przedmiotów były tak duże, że Krystynie, w momencie sięgania po program spektaklu, drgnęła ręka i jednym zdecydowanym ruchem zdemolowała całą wystawkę.
Małe faux pas nie zniechęciło nas jednak i kupiłyśmy wszystko… Dosłownie.

Po dłuższej chwili, Państwo z obsługi sklepiku mogli odetchnąć z ulgą, bowiem oddaliłyśmy się w kierunku widowni.

Zasiadłyśmy na fotelach 3 i 4 w V rzędzie, vis-à-vis sceny.

Może dziwnie to zabrzmi, ale przed wizytą w Capitolu nie byłam świadoma mobilności swojej szyi.
Głowa latała mi w lewo, prawo i na ukos (i to jeszcze przed spektaklem!), raz po raz zatrzymując się nieco, tylko po to, by oczy mogły ogarnąć poszczególne elementy teatralnej architektury.

Spojrzałam w górę – jaki ładny sufit.
W tył – ale balkon!
W dół – jeja – ile miejsca na nogi!

Zachwytom nad budynkiem (i bogactwem sklepiku) nie było końca, ale przejdźmy do Muszkieterów.


Teatr Muzyczny Capitol stworzył spektakl doskonały.
Może ciut za długi, ale doskonały!

Zdałyśmy sobie z tego sprawę zaraz po tym, jak kurtyna poszła w górę odsłaniając ogromną na długość, szerokość oraz głębokość scenę, a podnoszone platformy i armia reflektorów zostały wprawione w ruch.

Utwór otwierający spektakl – „Słońce Europy” – wizualnie i dźwiękowo wgniótł nas w fotel. Zespół wyśpiewał wszystko, co mógł, a mógł wiele!
Po paru pierwszych nutach zorientowałam się, że obserwuję scenę z otwartą buzią.
„O, pardon!” – pomyślałam pospiesznie ją zamykając.
Ukradkiem spojrzałam na Krysię – siedziała obok z miną podobną do mojej.
Wzrok wrócił na scenę.
Bum!
Utonęłam w akcji, a szczęka opadła w dół.

Cóż za widowisko! Cóż za przepych!


Kostiumy

Anna Chadaj zaprojektowała kostiumową ucztę. Stroje niezwykle bogate i różnorodne cieszyły oczy widzów. Każdy inny, każdy dopracowany i starannie przemyślany. Co ważne, nie było w nich ani nitki sztuczności, wyglądały naturalnie i niesamowicie pasowały do postaci, podkreślając ich cne lub niecne charaktery.


Scenografia

Grzegorz Policiński wprowadził na scenę cztery ogromne bryły, stylizowane na dość ciężkawe i przytłaczające budowle miejskie.
Elementy te, dzięki swoim obrotowym możliwościom prezentowały, z jednej strony, zewnętrzne mury budynków, a z drugiej – ich wnętrza.
W użyciu były także podesty i schody.
Wszechogarniający półmrok natomiast, dodawał scenografii niepowtarzalnego uroku.


Tekst

Konrad Imiela i Marek Kocot zadbali o to, by scenariusz miał ręce i nogi.
I miał. Chociaż przyznamy, że w drugiej części musicalu nieco zagubiłyśmy się w akcji, ale tak to już jakoś jest w teatrze, że te drugie akty działają słabiej.
Sam tekst, bardzo uwspółcześniony, był przystępny dla różnych grup wiekowych.
Jadąc na spektakl nie spodziewałyśmy się tak dużej dawki dobrego humoru. Raz po raz pojawiały się żarty słowne i sytuacyjne. Żadnych sucharków!
Wszystko podane z ogromnym wdziękiem, bez zbędnego pompowania balonika z patosem.

Muzyka

KAŻDY dźwięk wpadał w ucho i nie chciał wyjść. Mościł się tam przyjemnie, po czym szybko ustępował miejsca kolejnym brzmieniom.
Muzyka Krzesimira Dębskiego to crème de la crème!
Na wyróżnienie zasługują przede wszystkim wspaniałe partie zbiorowe (do teraz na wspomnienie utworów „Wojna” czy „Bal” mamy gęsią skórkę) oraz duety („Miłość silniejsza niż śmierć„).
Piosenki zaskakiwały muzycznie od pierwszej do ostatniej nuty.

 

Aktorzy

Przemysław Glapiński – Atos,
Maciej Maciejewski – Portos,
Adrian Kąca – Aramis,
Piotr Bondyra – D’Artagnan.
Bardzo zgrana drużyna aktorów. Panowie dali wspaniały popis aktorsko – wokalno – ruchowy z elementami fechtunku i strzelectwa.
Wszyscy grali równo. Żaden, ani na chwilę, nie wychylił się przed szereg. Dogadywali się jak przyjaciele z boiska, do tego stopnia, że parę razy przeszła nam przez głowę myśl, czy aby na pewno sztywno trzymają się scenariusza.

Justyna Szafran jako Milady i Błażej Wójcik, w roli szarej eminencji – Kardynała Richelieu, gestem i głosem zrobili wszystko, żeby ich postacie były po prostu złe do szpiku kości.

Przezabawnymi scenami i dialogami widzów rozpromieniali – Andrzej Gałła (Pan Bonacieux), Emose Uhunmwangho (Oberżystka) oraz Krzysztof Suszek, Michał Zborowski i Bartosz Picher, czyli służący Atosa, Portosa i Aramisa.

Mikołaj Woubishet (służący D’Artagnana) zasługuje na szczególne brawa. Cały czas obecny na scenie jako narrator, śpiewał, ustawiał scenografię i trzymał spektakl w ryzach.


Doskonali aktorzy, wspaniałe sceny zbiorowe, mocny śpiew, efekty slo-mo, pokazy walki, strzelaniny – to tylko niektóre z elementów musicalu, które wyrwały nas ze skarpetek.

W tym miejscu podkreślimy jeszcze jedną ważną dla nas rzecz, z którą w teatrze spotkałyśmy się może po raz drugi – spektakl ogląda się jak film.
Na czas około czterech godzin (to ciut dłużej niż przeciętny kinowy hit), człowiek odrywa się od rzeczywistości, ląduje w samym środku wydarzeń i zatraca w akcji bez reszty.

„Trzej Muszkieterowie” są grani w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu od 2015 roku, więc jeżeli ktoś jeszcze tego musicalu nie widział, to niech pędzi i zobaczy!

To ogromne widowisko jest płynnym, słodkim miodem na oczy i uszy!
Tylko uwaga (!) – kiedy miód ten wleje się już do zmysłów, to zaczyna się kleić i bardzo trudno się go pozbyć.


I na koniec:
Z racji tego, że nasze lutowe spektakle sponsoruje cyferka 3, jesteśmy zobowiązane podać w podsumowaniu 3 najważniejsze dla nas elementy spektaklu.
W przypadku „Trzech Muszkieterów” są to:

#zespół aktorski
#muzyka
#efekty

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s