„Wyobraź sobie…” – List o musicalu „Doktor Żywago”



26 marca 2019 r.

Droga Krystyno,

Niewątpliwie wciąż ubolewasz nad faktem, że nie mogłaś pojawić się
24 marca na „Doktorze Żywago” w Operze i Filharmonii Podlaskiej.

Pozwól zatem, że napiszę kilka słów o tym, jak fenomenalny był to spektakl.

Z troski o Twoje nerwy zaoszczędzę Ci opisu trudów podróży, które spotkały mnie w drodze do Białegostoku. Nie napisze więc o tym, jak to ledwo zdążyłam na pociąg, czy jak rozładował mi się telefon i bez GPS zgubiłam się w mieście docelowym. Nie nadmienię także, że hotelu szukałam 1,5 godziny (dasz wiarę, że kiedy na ulicy zapytałam przechodzącą niewiastę o drogę do pensjonatu – odpowiedziała, że dzieli mnie od niego paręset kilometrów, PARĘSET!). A już w ogóle pominę informację, że za późno wyszłam z pokoju, przez co pod Operą stawiłam się w ostatniej chwili i co więcej, nie zakupiłam niesamowicie wykwintnego kubka z musicalu i teraz bardzo tego żałuję.

Zapewne zauważyłaś już, że recenzja będzie bardziej poetycka niż zwykle, jednym słowem – poetyckiejsza, ale w tym przypadku inaczej nie potrafię.

Dlaczego?

Ponieważ „Doktor Żywago” to jeden z najlepszych spektakli, jakie powstały ever! (Wkradła mi się tu mowa nadmiernie potoczna, ale dalej już nie zawiodę).

Wyrazy uznania należą się autorom – Lucy Simon (muzyka), Michaelowi Wellerowi (libretto), Michaelowi Korie Amy Powers (teksty piosenek). Stworzyć musical z powieści Borysa Pasternaka, to nie lada wyzwanie. Sama historia, o dość skomplikowanym przebiegu, wymaga stosownego skondensowania, prowadzenia i nadania odpowiedniego tempa, by przez 3 godziny trwania sztuki, nie znudzić widza zbyt rozwlekłą akcją.

Nie wiem czy czytałaś książkę, ani czy widziałaś jej filmową adaptację, dlatego w dwóch zdaniach naszkicuję Ci ogólny zarys fabuły:

Moskwa. Jurij Żywago po stracie rodziców zostaje adoptowany przez zamożną parę – Aleksandra i Annę Gromieko. W ich domu dorasta, czerpiąc pełnymi garściami z arystokratycznego, bezproblemowego życia.
Kończy medycynę, pisze wiersze. Żeni się z Tonią, córką swoich przybranych rodziców. W trakcie wesela w dość burzliwych okolicznościach poznaje tajemniczą Larę. Od tego momentu, jego życie wywraca się do góry nogami, nie tylko w dziedzinie spraw uczuciowych, ale także społeczno – kulturowych. Przychodzi wojna, rewolucja i upadek dobrze znanego mu świata.

Na tym zakończę, żebyś przy najbliższej okazji w OIFP sama mogła odkryć wszystkie wątki opowieści.

Bez wątpienia zainteresuje Cię fakt, że do pracy przy polskiej produkcji zaangażowano największe sławy polskiego musicalu.
Na fotelu reżysera zasiadł Jakub Szydłowski. Kierownictwo muzyczne objął Grzegorz Berniak. Libretto przełożył nie kto inny, jak Daniel Wyszogrodzki. Kostiumy zaprojektowała Anna Chadaj. Scenografię powierzono Mariuszowi Napierale, natomiast choreografię Jarosławowi Stańkowi.

Teraz proszę usiądź wygodnie i….


Wyobraź sobie… muzykę

piękną w każdej nucie, która przenosi Cię do Rosji i rzuca w czasy I wojny światowej i rewolucji.
Muzykę, która wie jak brzmi strach i wie jak śpiewa miłość.
Która jest głosem sfer wyższych i tych niższych też.
Która zna dźwięki miasta i wsi.
Którą, dzięki wykonaniu Chóru i Orkiestry Opery i Filharmonii Podlaskiej, nie tylko słyszysz, ale czujesz każdym fragmentem swojego ciała.
Która igra z Twoimi emocjami, sprawiając, że raz po raz zamykasz oczy (ale tylko na chwilę, żeby nie przegapić wybornej choreografii!), po to, by nie uronić żadnego dźwięku.


Teraz wyobraź sobie… najlepszych aktorów,

ubierających te dźwięki w słowa.

Rafał Drozd – Doktor Żywago – całego siebie oddaje postaci. Swoim fascynującym głosem, gestem i ruchem kreuje lekarza zagubionego w podłej rzeczywistości, wrzuconego w czeluść pomiędzy dobrem i złem, którego nawet miłość nie oszczędza.

Agnieszka Przekupień – Lara – delikatna dziewczyna z magicznym wokalem, która barwą głosu, niezwykle przyjemną dla ucha, wyraża każdą, nawet najmniejszą emocję.

Monika Ziółkowska – Tonia – perfekcyjnie radzi sobie z bardzo wymagającą rolą. Doskonale przedstawia uczucia targające kobietą, która kocha męża, ale wie też, że gdzieś tam jest inna, którą on miłuje bardziej. Wspaniałość swojej interpretacji dopełnia w jednej ze scen, w świetnym duecie z Agnieszką Przekupień.

Dariusz Kordek – Wiktor Komarowski – jedyny, który niestety nie porywa, odstaje od całej reszty. Jego kreacji brakuje charakteru i jakiegoś takiego „zadzioru”, co powoduje, że bohater wypada bardzo „blado”.


Wyobraź sobie… scenografię

pewnie nie dasz rady, bo to co się dzieje na scenie OIFP jest niewyobrażalne. 
Nie tak dawno ktoś na naszej stronie na Facebooku napisał, że Mariusz Napierała powołał do życia dodatkowego bohatera sztuki. Ta osoba ma stuprocentową rację. Scenografia w „Żywago” nie tylko jest, ale gra!
Jak wehikuł, przenosi widza w czasie i przestrzeni! Monumentalność przedrewolucyjnej Rosji jest na wyciągnięcie ręki, podobnie jak brutalność wojny i czasy rodzącego się komunizmu.
Niesamowite wrażenie robią ogromne schody (będące niemym świadkiem cudów bogatego świata oraz jego upadku), śliczny żyrandol, niezmierzone lasy brzozowe, pełne krwi okopy, szpital polowy, 5 metrowa lokomotywa oraz kominek (a w zasadzie komin), w którym delikatnie tli się ogień! Wszystko to utrzymane jest w mocno stonowanych kolorach.
O maszynerii sceny już nie wspomnę, to temat na drugi, długi list.


Wyobraź sobie… kostiumy,

podobno najcieplejsze, jakie do tej pory nosili artyści OIFP .
Stroje mocno zarysowują warstwy społeczne – idealnie dopasowane fraki
i suknie balowe kontrastują z luźnymi koszulami, spódnicami i chustami wiejskimi.
Do tego dochodzą mundury, futra, suknie ślubne, a nawet szata popa – co za różnorodność! Kolorystycznie wpisują się w estetykę scenografii, dzięki czemu oba elementy współgrają ze sobą i tworzą cieszący oko efekt.


Wyobraź sobie… choreografię,

chyba najwspanialszą, jaką widziałam do tej pory.
Duety i sceny zbiorowe są tak dobre, że aż strach mrugać, żeby nie stracić ani jednego ruchu, ani jednego gestu (chyba, że akurat wsłuchujesz się w cudowną muzykę).
Gdy oglądasz pięknie ubrane, wirujące w tańcu pary prostujesz się w fotelu marząc, by pojawił się książę z bajki i zaprosił do walca.
Gdy widzisz roztańczoną rosyjską wieś masz ochotę przyłączyć się i pląsać solo razem z nimi.
Gdy natomiast śledzisz unikalny układ taneczny z latarkami, dopada Cię nieodparta chęć posiadania latarki.



Kończy mi się miejsce na papierze, więc krótko dopisze tylko, że powyższe słowa (i Twoje wyobrażenia) nie oddadzą tego, co prezentuje na swoich deskach Opera i Filharmonia Podlaska. Nie przekażą także wszystkich emocji, płynących ze sceny.
Mam jednak nadzieję, że choć trochę Cię przekonałam i następnym razem uda Ci się wybrać do Białegostoku na „Doktora Żywago”.
A ja pojadę z Tobą, by jeszcze raz poczuć tę szczególną atmosferę i kupić w końcu ten kubek.


Z pozdrowieniami,
Rozalia



P.S. A na koniec wyobraź sobie… niesforną kamizelkę Jurija, która za nic nie chce współpracować z Rafałem Drozdem. Założona wywija się we wszystkich kierunkach nie dając się poprawić. Efekt jest taki, że po dobrych paru minutach subtelnej szamotaniny bezlitosna część garderoby ląduje na „ziemi”. 🙂

2 myśli w temacie “„Wyobraź sobie…” – List o musicalu „Doktor Żywago”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s